Artem Bondarenko: „Reprezentacja Szewczenki grała tę samą piłkę nożną, co młodzieżówka Rotany”

Pomocnik Szachtara Donieck i młodzieżowej reprezentacji Ukrainy Artem Bondarenko w wywiadzie „ZESPÓŁ 1” podzielił się swoimi emocjami i wspomnieniami z występu ukraińskiej „młodzieżowej” drużyny w cyklu selekcji Euro-2023 (U-21). Przypomnijmy, na podstawie wyników tego występu „niebiesko-żółci” zdobyli bilet do finałowej części Mistrzostw Europy.

Artem Bondarenko

"Wszystko zaczęło się od rzutu karnego Milevskiego..."

— Jestem pewien, że gra w reprezentacji kraju jest marzeniem wszystkich zaangażowanych w piłkę nożną, - powiedział Artem Bondarenko. — Oczywiście nie byłem wyjątkiem i od najmłodszych lat wyobrażałem sobie, że po raz pierwszy będę nosił koszulkę reprezentacji. Razem z moim ojcem, który jest trenerem dzieci, oglądaliśmy wszystkie mecze głównej drużyny Ukrainy.

Pierwsza wzmianka o reprezentacji? Podobno był to mecz 1/8 finału Mistrzostw Świata 2006 pomiędzy Ukrainą a Szwajcarią. Nie miałem jeszcze sześciu lat, ale ta gra pozostała w mojej pamięci, być może dlatego, że po raz pierwszy zobaczyłem taki rzut karny Artema Milevskiego. To było bardzo emocjonalne.

Nie trzeba chyba jeszcze raz podkreślać, że drużyna narodowa to drużyna, w której broni się barw całego kraju. Ale w dzisiejszych czasach słowa te nabierają jeszcze większego znaczenia. Drugą połowę naszej podróży do Euro spędziliśmy w czasie wojny, a my, będąc w młodości, ciągle o tym wspominaliśmy i dziękowaliśmy naszym Siłom Zbrojnym. Gdyby nie oni, na pewno nie zobaczylibyśmy tego Euro.

"Zadebiutował tak, że został zmieniony w pierwszej połowie"

— Pod koniec 2016 roku przeprowadziłem się z Czerkas do Kijowa — wstąpiłem do akademii Szachtara. Następnie odbył się pierwszy nabór do młodzieżowej drużyny narodowej (U-17). Pamiętam, że trenerem był Serhij Popow i chyba pojechaliśmy do Mińska na jakiś turniej. Powiedzieć, że zaliczyłem nieudany debiut w zespole, to mało powiedziane. W meczu z Izraelem grał w głównej drużynie, ale w 25. minucie udał się na odpoczynek. Nie poradziłem sobie ze swoim zadaniem, a moje akta osobowe były napisane pogrubionymi literami: „Nie odpowiada poziomowi kadry narodowej…”

Było mi bardzo smutno, ale dziś z uśmiechem wspominam tamte wydarzenia. To była lekcja, to było doświadczenie. Wtedy bardzo trudno było grać w reprezentacji, a drużyna była zupełnie nowa. Połowa z tego mogła już w ogóle skończyć futbol.

Potem zostałem powołany do kadry narodowej U-19 i pamiętam elitarną rundę selekcji na Mistrzostwa Europy. Mieliśmy trudną, ale ciekawą grupę - Włochy, Belgię i Serbię. Niestety nie wykonaliśmy zadania, ale już wtedy poznaliśmy Serbów, którzy stali się naszymi rywalami w selekcji na obecne młodzieżowe Euro. Zremisowaliśmy 2:2, a obecny napastnik „Juventusu” Dushan Vlahovych strzelił dublet w drużynie przeciwnika.

"Nie grałem w UPL, ale zostałem zauważony"

— Po pierwszym telefonie do młodej kobiety nigdy tam nie dotarłem. Na początku marca 2020 zobaczyłem w mediach listę zawodników, których Ruslan Rotan zbierał na mecze z Maltą i Irlandią Północną. Przyznam, trochę się zdziwiłem, bo w tym czasie nie grałem jeszcze ani minuty w UPL. Mnie to jednak również nie zaskoczyło – kapitan Szachtara Andrij Piatow ostrzegł mnie o zainteresowaniu nim. Swoją drogą, często widywałem przedstawicieli sztabu szkoleniowego kadry młodzieżowej nawet na meczach U-19 – wygląda na to, że byliśmy śledzeni, jak mówią, z dużej odległości. I zebrali kompletne dossier.

Niestety do tego zgromadzenia nie doszło z powodu zatrzymania piłki - interweniował Covid. Byłem trochę zdenerwowany, ale po sześciu miesiącach dotarłem do ośrodka młodzieżowego. Już z minimalnym doświadczeniem występów w UPL, ale jako zawodnik Mariupola. We wrześniu 2020 roku mieliśmy dwa trudne mecze wyjazdowe – z Danią i Finlandią.

„Bardzo ciekawie było poznać Ruslana Rotana”

— Pierwsze wrażenia zespołu okazały się pozytywne, od samego początku podobała mi się atmosfera wzajemnego szacunku w zespole. Jej liderem był kapitan - obrońca Jewgienij Czeberko. Na boisku zasugerował i wyreżyserował grę drużyny, że tak powiem.

Jaka była pierwsza znajomość z Ruslanem Rotanem? Znałem go jako świetnego zawodnika i bardzo chciałem zobaczyć, jakim jest trenerem. Już wtedy graliśmy w ten futbol, ​​który, jak zauważył mój przyjaciel, wydawał się stworzony specjalnie dla mnie (uśmiecha się), ale w ciągu dwóch lat znacznie go poprawili.

Debiut przypadł na mecz w Danii. Była bardzo silna drużyna, która w pierwszym meczu, moim zdaniem, zrujnowała naszą młodość. W Duńczykach grali piłkarze z najlepszych mistrzostw, a jako drużyna podlegali nowoczesnym wymaganiom hiszpańskiego trenera, który przez długi czas kierował akademią w Barcelonie. Zagraliśmy jednak bardzo przyzwoicie. W niektórych miejscach nawet ograli przeciwnika, ale nie utrzymali zwycięstwa, tracąc piłkę w doliczonym czasie gry (z naruszeniem regulaminu, ale to już historia).

Pierwsze myśli po tak rozczarowującym losowaniu - wszystko przepadło. Ktoś był winny, ktoś nie przeżył i tak dalej. Myślano, że teraz loty zostaną posortowane. Ale gdzie jest! Cała kadra trenerska podziękowała nam za dobrą grę, wsparła nas, przeprowadziła dobrą analizę i polecieliśmy do Finlandii z pozytywną nutą, którą, jak się wydaje, pokonaliśmy bardzo pewnie. Wrócił do klubu w dobrym humorze. Bardzo mi się to podobało w młodości.

"Trener powiedział, że powinieneś walczyć do końca"

— Wtedy przeciwko Duńczykom w młodzieżówce zadebiutowało wielu młodych piłkarzy. Oprócz mnie na jedno z kolejnych spotkań przybyli: Ilya Zabarnyi, Arsenij Batagov, Oleksandr Nazarenko i Oleksandr Syrota, a na jedno z kolejnych spotkań przybyli Georgy Sudakov i Mykola Kukharevych. Oczywiście ktoś pomyślał, że trener zdecydował się pracować dla potencjalnego klienta, ale tak nie było. Powtarzał nam, że dopóki będzie szansa, będziemy o niego walczyć.

Czy „młodzież” mógł dokonać tego wyboru? Jesienią 2020 roku wymagałoby to niemal cudu, a nie byliśmy aż tak daleko. Wygrał decydujący mecz w Rumunii, przekonująco pokonał Maltę i Irlandię Północną u siebie, ale nie pojechał do Wielkiej Brytanii. Tam gra od razu nie poszła zgodnie z naszym scenariuszem. Nigdy czegoś takiego nie widziałem: już w pierwszej minucie meczu przeciwnik rzucił aut prawie ze środka pola w nasze pole karne, gdzie weszli wysocy obrońcy. Do tego murawa była po prostu fatalnej jakości - zabroniłbym gry na takich boiskach.

Wiesz, nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że pole jest takie samo dla wszystkich. Dla nas, gdy operujemy krótkim podaniem, gramy w trzecim, potrzebujemy dobrego boiska, a dla tych, którzy po prostu uderzają do przodu, polegając wyłącznie na indywidualnych cechach piłkarzy, tak naprawdę nie ma różnicy…

"Drużyna Andrija Szewczenki miała ten sam futbol"

— Nowa „młodzież”, obecna drużyna, zebrana wiosną 2021 r. — w Turcji czekał na nas turniej Antalya Cup. Nie mogę powiedzieć, że była to zupełnie nowa drużyna, bo 50 procent chłopaków zostało już powołanych. Jednak to właśnie wtedy rozpoczęła się budowa nowego zespołu. Tak, przegraliśmy turniej, zremisowaliśmy z Uzbekistanem i przegraliśmy z Bułgarią i Słowacją, ale Ruslan Rotan był już skupiony na jednym - by dać nam swoją grę. Nawet w przegranych meczach graliśmy całkiem nieźle, ale nasi eksperci i kibice prawdopodobnie nie widzieli (lub nie rozumieli) tego meczu, więc sztab szkoleniowy znów był pod dużą presją...

Tam, w Antalyi, na każdy mecz mieliśmy nowego kapitana, ale po ostatnim meczu, po niefortunnej porażce ze Słowacją, Rusłan Pietrowycz wziął opaskę, podszedł do mnie i powiedział: „Trzymaj się. Teraz zapytam Cię o pełny program. Oczywiście zainspirowało mnie takie zaufanie i jak prawdziwy kapitan, po prostu... nie przyszedłem na kolejne spotkanie młodzieży (uśmiecha się).

W maju zostałem powołany w szeregi kadry narodowej, która przygotowywała się do Euro-2020. Wielokrotnie już mówiłem, że byłem bardzo zaskoczony – nie wierzyłem, że zawodnik z Mariupola może tam trafić. Oczywiście było to dla mnie wspaniałe przeżycie: nawet po prostu tam trenować. Od razu zwróciłem uwagę na to, że piłka nożna w pierwszej reprezentacji jest prawie taka sama jak w młodzieżówce, więc nie trzeba było długo czekać na dostosowanie się. Trenując w kadrze śledziliśmy oczywiście występy młodzieżówki na Turnieju Walerego Łobanowskiego, gdzie... czekała ich kolejna porażka.

"Zwycięstwo w Serbii dało nam pewność siebie"

— Pierwszy mecz turnieju kwalifikacyjnego to wyjazd do Serbii. Przed rozpoczęciem rundy grupowej wszyscy pisali, że w starciu z tą drużyną mamy niewiele szans. Grało tam kilku piłkarzy, którzy mieli kontrakt z Manchesterem City, piłkarze Serie A, gwiazdy Partizana i Crveny Zvezdy. Kim jesteś? Jesteś frajerem. Takie nastroje panowały w krajowych środkach masowego przekazu, ale mieliśmy własny punkt widzenia, własną prawdę i własną wiarę.

Owszem, porażki w pierwszej połowie roku nie poprawiły nam humoru, ale wszyscy doskonale rozumieli, że wiosną budujemy tylko grę, a latem prawie połowy zespołu nie było. Ważny był pozytywny ton, z jakim zebraliśmy się przed rozpoczęciem kwalifikacji. Trenerzy jak zwykle perfekcyjnie przeanalizowali przeciwnika, od pierwszych minut wiedzieliśmy czego chcemy i osiągnęliśmy zwycięski wynik.

Taki start był niezwykle ważny. Wiedzieliśmy, że ostatni raz młoda kobieta rozpoczęła selekcję od zwycięstwa 12 lat temu - a potem w końcu dotarła do Euro. Zapamiętaliśmy, że jak nazywasz statek, to popłynie. I to była dobra kąpiel...

Nabraliśmy pewności siebie, z każdym meczem stawaliśmy się coraz bardziej jak zjednoczona pięść. Jak miażdżąca porażka we Francji wpłynęła na zespół? Zupełnie nie. Wszyscy wspierali się nawzajem i skupiali na kolejnym meczu. Zrozumieliśmy, że to bardzo silny zespół. Bardzo. Ale udało nam się powstrzymać ich początkową presję, uspokoić grę, a potem nastąpiło niefortunne wycofanie się. Kto wie, jak wszystko byłoby w równych częściach.

"Siwe włosy trenerskie są na naszym sumieniu"

— Pokonaliśmy Wyspy Owcze, znowu Serbię, mieliśmy trochę pecha w Macedonii Północnej. W zasadzie wszystko szło dobrze, ale jak wielokrotnie zauważał Ruslan Rotan, zabrakło nam tylko jednego – pewnej wygranej. Taki, który odpowiadałby przebiegowi wydarzeń na boisku, bo okazało się, że gdy strzeliliśmy gola, nie tylko się uspokoiliśmy – zaczęliśmy grać dla własnej przyjemności. Zapomnieli, że nadal muszą zdobywać punkty (uśmiecha się).

Kara u Wysp Owczych? Rozumiem, że Zhora Sudakov i ja będziemy go długo wspominać, ale to cudowne – to był spektakularny moment. Oczywiście wystarczyło jedno spojrzenie trenera, aby wszystko zrozumieć. Ale czy wiesz, kogo Pietrowicz wyznaczył do wyrzucenia kary następnym razem? Ja i Zhora. Takie zaufanie motywowało nas jeszcze bardziej.

Tak, w meczu u siebie z Serbami znowu chybiłem z miejsca, ale znowu wygraliśmy. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że brakowało nam dokładnie dwóch bramek do bezpośredniego biletu z rywalizacji o drugie miejsce. Tak, przykro nam. Ale bezpośredni bilet na Euro nie dawałby nam możliwości czerpania emocji z futbolu w meczach ze Słowacją. W trosce o te emocje trzeba było nie strzelać tych bramek, choć trenerzy musieli dodać siwe włosy...

"Ton został przywrócony z pierwszych minut pierwszego meczu"

- Wojna. Ta wiosna była prawdziwym horrorem, który niestety trwa. Jestem pewien, że z takimi żołnierzami jak na Ukrainie wygramy, ale na początku było to bardzo niepokojące. Nie interesowaliśmy się piłką nożną, ale nie wyobrażaliśmy sobie życia bez niej. Na początku chciałem tylko poćwiczyć, potem zaczęliśmy grać, było trochę łatwiej. Martwiliśmy się o młodzież, bo nasze mecze zostały od razu przełożone na czas nieokreślony. Nie chciałem wierzyć, że nasza droga do euro się skończyła. Na szczęście w maju zebraliśmy się razem i doprowadziliśmy sprawę do logicznego końca.

Mecz na Wyspach Owczych był po prostu niesamowity. Wszyscy obawiali się, że przez długi czas nie mieliśmy oficjalnych meczów, ale graliśmy tak, jakby przeciwnik od dawna nie widział piłki. Przywrócili ton gry z pierwszych minut i odnieśli to samo pewne zwycięstwo, które podkreślił trener, a następnie pobili Macedonię Północną dużym wynikiem, zremisowali z Francją i położyli kres Armenii. Tak, nie dostaliśmy bezpośredniego biletu na Euro, ale według statystyk był to najlepszy turniej grupowy młodzieżowej reprezentacji Ukrainy w całej jej historii.

Czekaliśmy na losowanie play-offów i od razu powiedziałem, że chcę pojechać na Słowację. Istniała chęć zemsty za tę porażkę w Turcji. Czy ktoś powie, że nam się poszczęściło w losowaniu? Dlaczego więc w siedmiu poprzednich meczach młodzieżowa ukraińska drużyna nigdy nie pokonała Słowaków i strzeliła im tylko kilka bramek? Wszyscy rozumieliśmy, że to bardzo trudny przeciwnik.

„Słowacy nas trochę pobili i zrobili nam film”

— Do play-offów poszedłem z 99% pewnością, że zdamy. Nie myl tego z pewnością siebie. Wierzyliśmy w naszą siłę, w naszą grę, w siebie nawzajem, w naszych trenerów i sztab, którzy przeszli bardzo ciężką drogę i wykonali dużo pracy. Tak, pierwszy mecz wywarł podwójne wrażenie. Pod względem umiejętności, pod względem gry, byliśmy lepsi, ale przegraliśmy w jakimś szczególnym duchu. Może trochę, ale Słowakom, którzy grali u siebie, to wystarczyło.

Na rano przydzielono nam teorię, choć zwykle po meczu dopiero wieczorem następnego dnia. Od razu przypomniałem sobie przerażające historie o kapitanie Rotanie, który czasami potrafił „potrząsnąć” swoimi partnerami tak bardzo, że prawie tak się wydawało. Jednak do sali weszła zupełnie spokojna osoba i poprosiła o włączenie wideo. Zbierał momenty, kiedy Słowacy nas po prostu biją, kiedy przegrywamy w sztukach walki, pada na trawnik. To był jeden z najbardziej przerażających momentów w moim piłkarskim życiu. I nie tylko podobno w moim...

Po pytaniu retorycznym: „Czy muszę coś dodać?” trener pokazał nam momenty gry. Było mniej błędów niż udanych akcji. Pod koniec teorii Pietrowicz zauważył: „Napraw to, od czego zaczęliśmy - będzie co najmniej 3:0”. I tak się stało.

"Inaczej nie moglibyśmy, bo jesteśmy reprezentacją wybitnych ludzi"

- Ten jednominutowy film tak nas oszalał - po prostu nie możesz sobie wyobrazić! Nikt nie obraził się na trenera – my sami się obraziliśmy. Tak, w drugim meczu znowu przeszkadzało nam boisko, ale zrekompensowaliśmy to wszystko potężnym powrotem, nie zapominając o naszej piłce nożnej. Piłka nożna z chłodną i spokojną głową.

Być może ten moment teoretycznie był najbardziej wyrazistym wrażeniem z całej naszej selekcji. Chociaż w rzeczywistości było ich wystarczająco dużo. Pamiętam ten filmik ze słowami wsparcia od naszych rodziców przed meczem z Macedonią Północną. Pamiętam, jak kontuzjowana Sanya Nazarenko motywowała nas przed Francuzami. Mieliśmy dużo pozytywnych emocji, nigdy nie złamały nas lokalne porażki, po nich tylko staliśmy się silniejsi. Mamy niesamowitą drużynę, bo to reprezentacja Ukrainy. Kraje wybitnych ludzi, których nie mieliśmy prawa zawieść.

Z takim nastawieniem przygotujemy się do Euro. Chcę wierzyć, że pojedziemy tam z głównym zwycięstwem całego naszego życia.

Jurij Denisenko

Komentarz