Białoruski sędzia, który stracił przytomność podczas meczu, skomentował swoje omdlenie

Sędzia Dmitrij Dolia, który stracił przytomność podczas meczu o mistrzostwo Białorusi BATE - Dynamo Brześć, skomentował ten incydent.

Jak jest twój stan?

- Następnego dnia okazało się, że to normalne. Dopiero w sobotę jakoś nie było zbyt dobrze. Postanowiłem grać bezpiecznie, zostać wypisanym i zostać w szpitalu Borysowa przez kilka dni. Czuje się dobrze.

Co powiedzieli lekarze, kiedy zostałeś wypisany w poniedziałek?

- Najprawdopodobniej to z przepracowania. A może konsekwencje „korony”. A może i jedno i drugie. Mam Covida zimą. Chociaż poruszał się mniej więcej normalnie. Teraz testy są dobre. Zrobiłem wszystko - rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, USG serca, kardiogram... Przebili mnie, ociekali, dali mi tabletki. Ufałam lekarzom przez dwa dni.

A w sobotę właściwie czułem się przepracowany, fizycznie nie czułem się zbyt dobrze. Może nawet nie warto było iść na mecz. Bolą nogi i ramiona. Ale co było, było. Jest coś do zapamiętania...

Co może powodować przepracowanie? Czy dużo pracowałeś w ostatnich dniach?

- Tak tak. Mam drugą pracę. Byłem tam zajęty dwa dni przed meczem. Poza tym sędziował w Borisov-Arena przez półtora miesiąca. A tam pole nie jest łatwe, dość trudne. I nie mam już dwudziestu lat. Skumulowane. Myślałem, że będzie dobrze, jakoś ucieknę. Minęło wcześniej. I tu wyszło inaczej. To nie pierwsza gra, w której miałem problemy. Ale teraz było trochę trudniej niż wcześniej. Wydawało się, że zaczyna się normalnie, a potem nagle huk - zmętnienie w głowie. Wtedy pamiętam tylko karetkę.

Wyłączony na chwilę?

- TAk. Ale karetka trochę mnie opamiętała. Lekarze wyczarowali, wyczarowali... Moim zdaniem coś wstrzyknęli. Szczerze mówiąc, niejasno to pamiętam. Potem opamiętał się i znów zaczął samodzielnie chodzić. A nawet wrócił do gry, wrócił w drugiej połowie. Widziałem wynik - 4:0. Postanowiłem nie iść na podium, od razu poszedłem do szatni się umyć i przebrać. Czułem się normalnie. Po meczu chciałem nawet wrócić do domu, do Grodna. Ale doświadczeni towarzysze radzili mi pozostać pod opieką lekarską. Dokładnie to zrobiłem. Myślę, że teraz muszę trochę odpocząć.

Czy nie będziesz już sędzią w tych mistrzostwach?

- Nie wiem. Ten przewodnik zadecyduje. Odpocznę kilka dni i spróbuję pobiec. Bo po koronawirusie, pamiętam, biegasz pięć minut i dusisz się, nogi ci się zatykają.

Co przepisali ci lekarze?

- Nic. Może nadal pójdę do moich lekarzy z Nemanu. Jeśli tylko pijesz witaminy... Nie chcę zepsuć żołądka, to przywróć mikroflorę. I tak w zimie, w czasie krowa, wypchali go.

Wiele myśli krążyło ci ostatnio w głowie?

- Nie powiedziałbym, że jakoś wymarłem. Interesujące jest oczywiście obserwowanie reakcji ludzi, patrzenie na siebie z zewnątrz... Kiedyś oglądałem wideo z tej chwili. Ale lepiej nie patrzeć. Z grubsza pamiętałem, kiedy zaczęło się moje zachmurzenie.

Otrzymałem tysiąc wiadomości tekstowych, tysiąc połączeń. Próbowałem odpowiedzieć wszystkim - po prostu nadążaj. Dzięki wsparciu myśli były czysto pozytywne. Trenerzy połowy największych klubów ligowych i inni specjaliści dzwonili. Dima Rovneiko zaoferowała pomoc. Staś Dragun napisał: „Dima, cześć. Jak się masz? Trzymać się. Jeśli potrzebujesz pomocy w Mińsku, skontaktuj się.”

Czy krewni i przyjaciele bardzo się martwią?

- Oczywiście, że tak. Wiele osób widziało mnie na żywo na noszach. Gdy wróciłem na stadion i poszedłem do szatni, od razu do telefonu i zadzwoń do rodziny i przyjaciół. Mama, siostra, brat, ojciec, syn… Próbowałam się uspokoić, powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Wyobrażam sobie, że ludziom udało się przeżyć. W końcu wszystko dobrze się skończyło.

Jak, twoim zdaniem, poradził sobie sędzia, który cię zastąpił, Ilya Lyashuk?

— Spojrzałem tylko na recenzję. Według recenzji jest całkiem nieźle. To był jego pierwszy mecz - gratulacje.

Czy istnieje zagrożenie dla Twojej kariery sędziowskiej? Czy jesteś zdecydowany kontynuować?

- Musimy to przemyśleć. I to nie jest związane z tamtym epizodem... Czasem już myślisz o końcu swojej kariery i jakimś innym zawodzie w życiu. Na przykład o inspekcji. Obciążenia pracą nie maleją, nie młodnieję... Coraz trudniej jest mi sprostać. Z Achillesem są problemy – od czasów piłkarskiej kariery. W końcu nie można zarobić wszystkich pieniędzy. Musisz także pomyśleć o zdrowiu. Później zapłacisz więcej za leczenie. Niech wszystko pójdzie swoim torem. Zobaczmy. Może mam jeszcze dość na sezon lub dwa.

Gdzie pracujesz poza sędziowaniem?

— W GOKTSOR. To były CSK Niemen. Instruktor metodysta. Organizujemy imprezy na Grodzieńskim stadionie, świadczymy usługi. Ale ja sam jestem winny, musiałem wybrać: albo to, albo tamto. Więc nie warto było być tak obciążonym.

Mówią, że w zeszłym roku, przechodząc standardy fizyczne, zachorowałeś również ...

- To nie jest "mówią" - powiedział Witalij Onikhimovsky. Tam było inaczej. Mam problem z Achillesem. W ogóle nie planowałem tego dnia przejść standardów. Chciałem leczyć przez miesiąc. Ponieważ przez cały zeszły rok oceniałem środki przeciwbólowe. W tym sezonie moim zdaniem środki przeciwbólowe wstrzykiwałem tuż przed jednym meczem. Nie zrobię tego ponownie. Więc wtedy pomyślałem, że zrobię trening. Ale zaczęło „biegać”. W końcu jest źle, ale pobiegłem. Może był blady. Bardziej widoczny z boku. Ale nie jechałem, żeby się poddać. Mam już 42 lata - muszę biegać tylko w pełni zdrowo.

Nawiasem mówiąc, wtedy przejście normy nie było liczone. Dwa miesiące później, kiedy Achilles wyzdrowiał, znów pobiegł. W sumie kilka razy mi się nie udało - ale z powodu kontuzji. Potem z tego powodu przez jakiś czas nie osądzałem. Nie trzeba mówić, że grodzieńscy arbitrzy nieustannie liczą uchwalanie norm. Każdy biega inaczej. Nie mogę już, jako młodzi ludzie. Kiedyś przeleciał też przez pole.

Jak często ćwiczysz? Czy zdrowie na to pozwala?

— Pozwala. Treningi mogą nie być tak intensywne, jak kiedyś. Ale robię tyle, ile mogę. Staram się ćwiczyć przynajmniej dwa razy w tygodniu. Czasami chodzę na siłownię. Ale wszystko się dzieje. Mówiłem już o drugiej pracy. Czasami nie ma energii ani czasu.

Jak często konsultujesz się z lekarzami?

- Półrocznie. I nie było problemów. Częstotliwość egzaminów nie budzi wątpliwości.

Czy możemy powiedzieć, że w tej sytuacji wysiadł Pan z lekkim przerażeniem?

- Cóż, jak łatwo?.. Nadal nieprzyjemnie jest paść na trawnik i tarzać się. Mówię: nie staję się młodszy. Jakoś to się stało.

Czym jest dla Ciebie sędziowanie? Praca czy coś więcej?

— Nie mówię, że jestem wielkim fanem sędziowania. Ale podoba mi się.

Czy z pomocą arbitrażu chciałeś przedłużyć swoje piłkarskie życie?

- Tak tak. Ponownie doświadczyłem tych samych uczuć, jakie miałem, kiedy grałem dla Nemana i Belcarda. Bliżej 30 lat piłka nożna stała się mniej interesująca. Sędziowanie przyniosło nową rundę emocji. Komunikacja z piłkarzami zaczęła się od nowa. Tak to wszystko poszło.

Czy ta historia jest dla ciebie pouczająca? Jakie wnioski wyciągnąłeś?

- Oczywiście to pouczające. Fakt, że nie warto chwytać się wszystkiego. Konieczne jest rozłożenie obciążenia głową.

0 комментариев
Komentarz