Andriy Biba: "Chornovil zaprosił mnie do dołączenia do NRU"

25 lat temu, 25 marca 1999 roku, Wiaczesław Chornowił zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w wypadku samochodowym na autostradzie w pobliżu Boryspola. 86-letni Andrij Biba był kapitanem legendarnego Dynama 1966, które po raz pierwszy w swojej historii zdobyło złoty dublet: mistrzostwo ZSRR i Puchar ZSRR. Słynny weteran wspominał, jak tysiące kijowskich kibiców zapaliło na stadionie domowe pochodnie z gazet na cześć niezwykłego zwycięstwa drużyny, którzy piłkarze mówili po ukraińsku na przełomie lat 50. i 60. oraz okoliczności, w których otrzymał nieoczekiwaną ofertę od inicjatora ogłoszenia niepodległości Ukrainy.

Andriy Biba

- Andriju Andrijowyczu, czy pamiętasz, kiedy zaproponowano ci dołączenie do partii, która odegrała kluczową rolę w przywróceniu niepodległości Ukrainy?

- Wiaczesława Chornowiła poznaliśmy na meczu Dynama. Sekretarzem prasowym Wiaczesława Maksymowycza był Dmytro Ponamarchuk. Pracował jako korespondent Sportowej Gazety, więc dobrze go znaliśmy. To właśnie Ponamarchuk przyprowadził Chornovila do naszego boksu. Wiaczesław Maksymowycz przyznał, że po raz pierwszy był na meczu. Odbyliśmy serdeczną rozmowę. Po chwili Dima zaczął mówić o tym, że myślę o dołączeniu do NRU. Powiedział, że ma ofertę z Chornovilu. Ale gdzie ja jestem i gdzie jest partia polityczna? Byłem bardzo daleko od niej. Odmówiłem. Wkrótce zobaczyłem, jak Blokha (jak Oleh Blokhin jest nazywany w świecie piłkarskim Dynama - przyp. M.R.) dołączył do jednej partii politycznej, potem do drugiej, potem do trzeciej.

- Porozmawiajmy o Dynamie. 17 października 1961 roku drużyna oficjalnie zdobyła pierwsze złote medale w mistrzostwach ZSRR, przełamując hegemonię moskiewskich klubów. Podczas meczu u siebie z charkowskim Avangardem tysiące kibiców zapaliło na stadionie pochodnie domowej roboty, tworząc słynny "pierścień ognia". Jakie były Twoje odczucia w tym momencie?

- To było prawdziwe know-how. W dzisiejszych czasach mamy telefony komórkowe, które można oświetlić i podnieść nad nami na stadionie. Wtedy nawet o tym nie myśleliśmy. Kiedy okazało się, że Dynamo zdobyło mistrzostwo, kibice wzięli gazety, które mieli pod ręką i podpalili je. Stworzyli świąteczny pokaz fajerwerków. To był pierwszy raz na stadionie. Wyglądało to imponująco. I nie przypominam sobie, żeby w przyszłości kibice urządzili taki pokaz fajerwerków.

- Czy w tamtych latach w Dynamie pracował już niewidomy masażysta, Belov?

- Tak, wszyscy go szanowaliśmy. Był świetnym masażystą. Kiedy był młodszy, Georgi założył się i patrzył na słońce przez długi czas, po czym stracił wzrok. Ale jego zmysły były doskonale rozwinięte. Rozpoznawał zawodnika po jego mięśniach. Razem z nim Dynamo zdobyło mistrzostwo ZSRR trzy razy z rzędu (1966, 1967, 1968). Heorhii był prawdziwym członkiem naszej mistrzowskiej drużyny. Mieszkaliśmy w tym samym domu - Biełow, Bazylewicz, Rudakow i ja. Georgij pracował w Dynamie przez wiele lat. Miał bardzo dobrą pamięć. Podczas meczów specjalnie dla niego sporządzano raport. Belov potrafił nie tylko wymienić autorów bramek w danym meczu, ale także opowiedzieć nam o epizodzie, o którym wszyscy zapomnieliśmy.

- Reshko powiedział, że w 1971 roku, kiedy dołączył do Dynama, tylko Slobodian, który urodził się w obwodzie iwanofrankowskim, mówił z nim po ukraińsku. Jak to wyglądało za twoich czasów?

- W tamtym czasie w naszej drużynie było trzech chłopaków z Zakarpacia - Vasyl Turianchyk, Ferenc Medvid, który później stał się Fedirem, i Jozsef Szabo. Szabo pochodził z węgierskiej rodziny. Turyanchyk i Medvid mówili po ukraińsku z zakarpackim posmakiem - język mieszany. Nikogo więcej nie pamiętam.

Maksym Rozenko

0 комментариев
Najlepszy komentarz
  • s2r Дед - Эксперт
    25.03.2024 14:04
    Не вибравши в свій час Чорновола втратили шанс на дійсну незалежніть, за яку потім довелось платили великою кров'ю.
    • 10
Komentarz