Znanego ukraińskiego trenera i eksperta Olega Fedorchuka, który omówił mecz kijowskiego „Dynamo” z budapeszteńskim „Ferencváros” w Lidze Europy.
—Mecz był dwuznaczny dla drużyny Szovkovskiego. Dobra pierwsza połowa, wiele stworzonych okazji, mimo gry w osłabieniu, ale klęska w drugiej. Można powiedzieć, że piłkarze Dynamo nie potrafili utrzymać tempa gry i zapłacili za to?
— Ja także złapałem się na myśli, że usunięcie Dubinchaka miało decydujący wpływ. Gdyby go nie było, to mecz potoczyłby się zupełnie innym scenariuszem. Ale w rzeczywistości nie jest wszystko takie proste.
Przeanalizujmy dwa ostatnie mecze „Dynamo”: 30 strasznych minut przeciwko „Szachtarowi” (1:1) — tam minimum trzy gole powinny wpaść, a także zły okres z „Ingulcem” (5:2), kiedy jeden Kyslenko miał trzy sytuacje. Dlatego warto zrozumieć, że kijowianie obecnie — to nie bastion stabilnej i dobrej gry przez cały mecz.
W pierwszej połowie meczu z „Ferencváros” piłkarze Dynamo pozwalali strzelać na bramkę Buszcza. Jeśli są te strzały, to znaczy, że ktoś gdzieś nie dopracował. Dlatego przyczyna porażki w rzeczywistości nie leży w usunięciu. Po pierwsze, to, że w „Dynamo” wyraźnie osłabła pomoc, po drugie — niedoświadczenie środkowych obrońców, którzy grają głównie dzięki emocjom. Jak nieprzyjemnie, ale 0:4 — to wynikiem naturalnym.
— Chociaż sam „Ferencváros” — absolutnie równy przeciwnik, który nie demonstruje nic nadzwyczajnego…
— Tak, nie są silniejsi od „Dynamo”, ale kijowianie teraz nie są w najlepszej formie. Węgierska drużyna jest zbudowana z doświadczonych zawodników i legionistów. Klub ma dobry poziom finansowy, może pozwolić sobie na niezłe transfery. „Ferencváros” — europejski doświadczony średniak. I wydaje mi się, że ta porażka ma jeszcze jeden powód.
— Jaki dokładnie?
— Sztab szkoleniowy postawił bardzo wiele na aspekt psychologiczny: walka, zapał i tym podobne. W końcu trzeba budować grę na swoich możliwościach. „Dynamo” nerwowo zaczęło grać, a po usunięciu zaczęli działać na kursach przeciwstawnych, jak młody bokser, który przyjął cios i postanowił pójść na wymianę, ale nie wytrzymał tempa. Nie powinno się grać tak, jakby nic się nie stało. Należy zrozumieć, że drużyna w osłabieniu nie wytrzyma takich prędkości. To zagrało złego żartu.
— To znaczy, piłkarze Dynamo powinni grać na utrzymanie remisu?
— Należało „wiązać” grę, działać prościej, zwalniać rytm gry, stosować drobne faule, aby nie dać szybkim graczom „Ferencváros” przestrzeni do manewru, i liczyć na własne kontry na końcu. Teraz „Dynamo” gra w stylu drużyny młodzieżowej: nieprzewidywalnie i z nadmiernymi emocjami. Widać, że Szovkovski był spięty, bardzo liczył na pozytywny wynik w tym meczu. Brakowało racjonalności w działaniach i spokoju. Bardzo chcę, aby u Szovkovskiego wszystko się udało w „Dynamo”, jest rozsądnym człowiekiem.
— A jakie są perspektywy Maksyma Djatcuka, który po powrocie z kontuzji ma mało praktyki gry?
— Perspektywy w „Dynamo” ma. Ale należy pamiętać, że miał ciężką kontuzję. Miałem doświadczenie pracy z zawodnikami, którzy przeszli podobne. I tam jest całkiem delikatny moment, związany z psychologią. Po takich kontuzjach obrońcy starają się unikać ostrej walki, nie tak aktywnie biorą udział w starciach. Djatcuk musi przejść przez tę próbę.
— Teraz „Dynamo” — najgorsza drużyna Ligi Europy i pucharów z tych w ogóle, a przed nimi mecze z „VIktoriją” (Pilzno), „Realem Sociedad”, „Galatasarayem” i RFS. Perspektywy drużyny Szovkovskiego wyglądają bardzo wątpliwie.
— Prestige dla klubu, oczywiście, trzeba zdobywać, ale trzeba być realistami. Należy skupić się na krajowych rozgrywkach, aby zostać mistrzem i zdobyć Puchar.
Jeśli „Dynamo” nawet wygra kilka swoich meczów w Lidze Europy, ale nie zdobędzie złotych medali, to komu potrzebne będą te kilka punktów w pucharach? Wszyscy zapomną o tej klęsce w pucharach, jeśli drużyna zostanie mistrzem. Jeśli „Dynamo” chce osiągnąć coś w pucharach, to musi mieć doświadczonych środkowych obrońców, bo z młodzieżą na tej pozycji bardzo trudno grać.
Władysław Liustanski
.
.